Płatny II kierunek to absurd?
obserwuj
26

Na początku byłam zwolenniczką tego pomysłu - myślałam, że to może podnieść poziom edukacji- choć z drugiej strony jest wiele osób zdolnych, których nie stać na płatną edukację. ...jednak dla najlepszych jest możliwość studiowania za darmo- więc teoretycznie wpłynie to na poziom edukacji. I tu mały haczyk: "Student będzie wprawdzie mógł za darmo rozpocząć drugie studia, jednak po roku jego wyniki będą oceniane. Jeśli nie spełni kryteriów potrzebnych do uzyskania stypendium rektora (zastąpi stypendium naukowe), będzie musiał zwrócić pieniądze za studia. Zapłaci też za każdy kolejny rok" czytam w projekcie ustawy...

Byłam niedawno podanie o stypendium rektora i zbulwersowana Pani w dziekanacie powiedziała, że za rok studentom, którzy będą mieli wysoką średnią kwalifikującą teoretycznie do stypendium i tak go nie dostaną- ludziom na drugim kierunku nie przysługuje prawo do stypendium i poradziła mi, że lepiej iść na doktorancie, bo tam chociaż będę miała szanse na stypendium...ciekawa perspektywa...

a Wy co sądzicie o nowej ustawie wchodzącej w życie za rok???

Tagi edytowane przez moderatora dnia: 17.10.2011 12:51
To jest Mądre!
  • cytuj

Poziom studiów jest z reguły niski. Na dwa kierunki studenci nie mają czasu, więc de facto ich nie studiują:((( Potem chcą zaliczać przedmiot nie będąc na przykład w ogóle obecnym - bo jak tłumaczą, nie mają czasu.

PO CO więc niektórym drugi kierunek - do kolekcji papierów? ZA DARMO?

Pracodawca przekona się o miałkości tej wiedzy, czy raczej potędze niewiedzy!

To jest Mądre!
  • cytuj

panstwo nie bedzie zarabiac na mnie - ja zarabiam na siebie nie na pseudo panstwo kltore wtraca sie w moje zycie prywatne i mowi mi jak zyc np. papierosy, pasy bezpieczenstwa itp

To jest Mądre!
  • cytuj

Jestem studentem kolegium MISMaP, wydziału z założenia wielokierunkowego. I niestety, owa ustawa wprowadza nawet w naszym przypadku spore restrykcje. Ograniczenia ilości wybieranych przedmiotów, POWAŻNE ograniczenia dotyczące wybieranych przedmiotów drugiego kierunku - podczas gdy wydział został stworzony z myślą o ludziach na tyle uzdolnionych, by realizować dwa kierunki jednocześnie.

Bardzo mi przykro gdy czytam wypowiedzi użytkowników którzy mają studentów (najwyraźniej) za darmozjadów. Edukacja jest największym dobrem jakie może spotkać człowieka, jeśli pozwolimy by społeczeństwo się kształciło, możemy mieć dzięki temu lepszą przyszłość. Przeszkadzać w kształceniu to przeszkadzać w rozwoju. Mówicie, że studenci powinni studiować jeden kierunek - interdyscyplinarność pozwala na naprawdę wybitne osiągnięcia, jak np. przy łączeniu fizyki z matematyką (fizyka matematyczna, fizyka teoretyczna, to jest aktualny kierunek rozwoju na świecie!), z informatyką (modelowanie, rozwiązywanie numeryczne równań - aby za daleko nie szukać powiem, że stosuje się to m.in. w przewidywaniu pogody), z ekonomią (ekonofizyka, przewidywanie zmian gospodarczych na świecie). Identycznie w przypadku łączenia chemii z biologią (projektowanie leków! To zajęcie biochemików, nie farmaceutów!). Wymieniłem przypadki najbardziej mi bliskie, ale wymieniać można długo.

To jest Mądre!
  • cytuj

Podzielam w stu procentach zdanie Igora. Jestem na drugim roku studiów stacjonarnych, na jednym jedynym kierunku i nie zamierzałam tego zmieniać do czasu obrony licencjatu. Na studiach drugiego stopnia jest luźniejszy plan zajęć, mniej godzin, dobry moment, żeby rozpocząć drugi kierunek. Niestety nie będzie mi to dane, bo już przyszłym roku drugie studia będą płatne, a nie zamierzam uczyć się na pół gwizdka, raz tu, raz tam. Zamierzam szkolić się dodatkowo, niestety odpłatnie, jednak pojęcia nie mam jak ten plan póki co zrealizować, gdyż nie mam z czego odkładać oszczędności.

Do studiów się przykładam, mam średnią 5,0 więc TEORETYCZNIE, byłoby mnie - w ramach stypendium - stać na drugi kierunek. TEORETYCZNIE. Teraz ubiegam się o stypendium naukowe - nie dlatego, żeby potrzebne mi były laury i wiwaty, ale jestem w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej. Nie będę wchodzić w prywatne szczegóły, ale na papierze moje dochody z alimentów wynoszą co najmniej o połowę więcej niż w rzeczywistości - skutkiem czego nie spełniam wymogów stypendium socjalnego, bo przecież ważne to co na papierku, a nie rzeczywistość. Udzielam korepetycji z języków obcych i uczę obcokrajowców polskiego, jednak praca jest dość niepewna - nie zawsze są chętni, czasem uczeń wyjedzie, czasem ma kłopoty finansowe i już go nie stać, oprócz tego poświęcam dużo czasu na naukę - wymaganą i własną - gdyż zależy mi na studiach, których nie traktuję, w przeciwieństwie do wielu, jak poczekalni i pijalni piwa. Dlatego bardzo mi zależało na stypendium naukowym, które jakby nie patrzeć, należy mi się - jestem jedyną osobą na tym kierunku z tak wysokim wynikiem, jeśli się nie mylę, jestem też wyjątkiem od dwóch lub trzech lat. Wszystko zawdzięczam to ciężkiej pracy i NAUCE. Nauka - słowo klucz przy "stypendium naukowym". Rezultat? Póki co stypendium mi nie przyznano, natomiast dwóch kajakarzy dostało - z tej samej, uczelnianej puli finansowej - po 600 zł stypendium, mimo, że ich średnia wynosi 2,9! Co w praktyce oznacza, że musieli mieć poprawki z wielu przedmiotów. Dziękuję bardzo za takie stypendium naukowe. Na ich machaniu wiosłami państwo także raczej nie zarobi. Nie mam nic przeciwko wspieraniu sportowców - ale to chyba niewłaściwa instytucja. Gwoli ścisłości - nie, wspomniani kajakarze nie są studentami Akademii Fizycznej, lecz humanistycznego kierunku na "standardowej" uczelni. Przekładając to na realia: na refundację drugiego kierunku też lepiej nie liczyć, a finansowo mnie na tego typu rozwój nie stać, bo w połowie muszę utrzymywać się sama. Myślę, że nie jestem wyjątkiem.

Co do osób, które nie dostały się na studia "przez dwukierunkowców" to nie sądzę, żeby to była wina bezpłatnego drugiego kierunku. Wiele osób "świeżo po maturze" idzie na studia tylko po to, żeby jakoś się przez nie prześlizgnąć i mieć "papier", żeby mieć spokój od natrętnych rodziców, albo dlatego, że nie mają na siebie pomysłu. Takie osoby nie powinny się na studia dostawać, ponieważ rezygnują zazwyczaj po pierwszej sesji, albo jeszcze wcześniej. Zaobserwowani przeze mnie rekordziści zrezygnowali z filologii w pierwszym tygodniu, bo zorientowali się, że to nie kurs językowy i że uczyć się będą o kulturze kraju, o literaturze, o językoznawstwie i o praktycznym zastosowaniu znajomości języka. TO jest właśnie marnowanie miejsc na uczelniach. Rozwiązanie? Przywrócić egzaminy wstępne, na których weryfikowane byłyby nie tylko wyniki matury, ale wiedza dotycząca kierunku (choćby podstawowa), plany, ambicje, zainteresowania, umiejętność składnego wypowiadania się i tym podobne. W rekrutacji na kierunek pierwszeństwo powinny mieć osoby po liceum, spełniające kryteria postawione na takim egzaminie. Następnie osoby studiujące już jeden kierunek, zdolne, z ambicjami i praktycznym podejściem. Dopiero później osoby mające pstro w głowie, które i tak zrezygnują ze studiów prędzej czy później, lub wyniosą z nich papierek licencjata, obroniony na najniższą możliwą ocenę i kompletną pustkę w głowie, po milionach poprawek i drugich terminów. Jak to mawiają, wykształcenie nie piwo - nie musi być pełne. Są osoby, które swoim zachowaniem chociażby, udowadniają, że zasługują na szansę i na pomoc w samorealizacji. Są też takie, które na to nie zasługują, bo nie będą umieli z tego skorzystać.

Przy okazji, skoro tak ważna jest jakość kształcenia - to ciekawe dlaczego drugi kierunek jest płatny, a poprawki gratis. To dopiero motywuje do działania i wzmożonego wysiłku.

To jest Mądre!
  • cytuj

W 100% zgadzam się z Joanną. Jestem w bardzo podobnej sytuacji, na szczęście drugi kierunek zaczęłam po pierwszym roku pierwszego kierunku, więc dane mi będzie skończyć te studia.

Drugi kierunek studiów to często fanaberia, owszem. Ale jest mnóstwo osób, które drugi kierunek traktują jako uzupełnienie wiedzy zdobytej na pierwszym kierunku, są ambitne, wytrwałe i mają określony cel. Nie rozumiem skąd taka burza i krytyka dla "dwukierunkowców". Tak samo jak inni kandydaci przechodzimy proces rekrutacji, więc nie wiem dlaczego obciąża się nas winą o to, że maturzysta nie dostał się na studia, bo ktoś ciągnie dwa kierunki. Gdyby maturzysta zdał maturę jak należy i tyrał tak jak my tyramy, żeby osiągnąć odpowiednie wyniki, dostałby się na wymarzone studia i nie przeszkodziłaby mu osoba studiująca już jeden kierunek. Rekrutacja jest taka sama dla wszystkich! Co do stypendiów, to raczej my powinniśmy się czuć pokrzywdzeni. Na dzień dzisiejszy fakt, że studiujemy dwa kierunki nie ma w tym względzie żadnego znaczenia. I np. taki wioślarz dostaje 600 zł miesięcznie, a ja chociaż od dwóch lat ciągne dwa kierunki, osiągając średnią 4, 8 i 4,75 nie dostaję ani złotówki, bo stypendium rektora może dostać tylko 10% osób z roku. I nie ma tutaj znaczenia, że przy takiej ilości materiału jaki musiałam przyswoić osiągnęłam bądź co bądź dobre wyniki...

To jest Mądre!
  • cytuj

a ja się z Joanną nie zgadzam, bo dla mnie to jest niestety narzekanie. mam podobną sytuację finansową, tzn. nie przysługuje mi stypendium socjalne, bo moi rodzice mają wysokie dochody, ale również kredyt hipoteczny we frankach, czyli również rzeczywista ilość kasy do wydania mija się z rzeczywistością. do tego mieszkam 2 godziny od uczelni i rodziców nie stać było nawet, żeby mi zasponsorować bilety. no, ale ja wiedziałam o tym zanim zaczęłam studia, zrobiłam sobie rok przerwy po maturze, znalazłam pracę i poszłam na studia zaoczne. pracuję i jakoś MUSZĘ sobie radzić.

nie chce nikogo obrażać, ale tak właśnie wygląda życie. równy dostęp do edukacji dla ludzi z rodzin mieszkających np. na wsi albo borykających się z problemami finansowymi to jest mit, bo jednak trzeba mieć jakieś pieniądze chociażby na start w nowym mieście.

dla mnie to jest niesprawiedliwe, bo spędzam dużo mniej godzin w szkole, więcej muszę poświęcić czasu na naukę, czasem korki niż studenci dzienni, a muszę za to jeszcze płacić. też mogłabym narzekać, ale po co?

według mnie studia powinny być darmowe tylko da naprawdę wybitnie uzdolnionych osób oraz takich, których naprawdę na studia nie stać.

poza tym skoro ktoś ma już jeden kierunek zrobiony to niech znajdzie pracę w temacie, a jeśli nie potrafi to znaczy, że zmarnował pieniądze podatników. fakt - jest kilka kierunków, których nie da się studiować zaocznie, ale znacie kogoś kto jest na medycynie i planuje jeszcze coś? bo ja nie.

praca na uczelni to taka sama jak każda inna, jak ja będę chciała zrobić drugi kierunek to licze się z tym, że za niego zapłacę, tak samo jak każdy inny człowiek, więc co to za argument, a co by było gdyby ktoś chciał zostac na uczelni?? nie rozumiem.

poza tym, co to za specjalista, który nigdy w życiu zawodowo nie miał do czynienia ze swoją dziedziną? takie osoby nie powinny uczyć...

To jest Mądre!
  • cytuj

Byłam i w dalszym ciągu jestem zwolenniczką płatnego drugiego kierunku, mimo iż sama jestem dwukierunkowcem. Powiem szczerze, osób takich jak ja, które faktycznie chcą skończyć drugi kierunek, moge policzyć na palcach jednej ręki. Jakieś 70 do 80% studentów bierze drugi kierunek nie na poważnie, żeby zobaczyć jak to jest na innym kierunku, żeby dostać IOSa na swoim wiodącym kierunku, żeby zaszpanować przed znajomymi że ma dwa kierunki, żeby poznać nowych ludzi, no powodów jest mnóstwo i to nie związanych z edukacją. I potem albo rzucają taki kierunek po kilku miesiącach, albo ich wyrzucają z powodu nie przychodzenia na zajęcia lub nie zdania egzaminów. Osobiście mam koleżanki, które co roku zaczynają nowy drugi kierunek i na tych drugich kierunkach nigdy nie chciało im się zaliczyć nawet jednego semestru, więc po roku znowu składają papiery na kolejny kierunek. Nie tylko zabierają tym komuś miejsce, ale do tego państwo płaci za pseudo edukację tych osób. Z tym naprawdę trzeba zrobić porządek. Pomysł by było trzeba oddawać pieniądze za studia jeśli nie osiągnię się na drugim kierunku określonych dobrych wyników uważam za wyśmienity, tylko należałoby go dopracować.

To jest Mądre!
  • cytuj

W momencie gdy gmin nie stać na utrzymanie żłobków, przedszkoli nie widzę sensu w finansowaniu przez podatników drugiego darmowego kierunku studiów.

Za pobyt dziecka w żłobku, przedszkolu płaci się czasami około 1000PLN/miesięcznie. Czym rożni się dziecko od studenta. Ja wiem niema prawa wyborczego.

To jest Mądre!
  • cytuj

Oczywiście, zdarzają się zawsze wyjątki od reguły i faktycznie niektóre osoby będą poszkodowane. Niemniej niestety jesteście w mniejszości i więcej ludzi po prostu cuduje z drugim kierunkiem. Sam robiłem tak samo. Tylko dlatego poszedłem na drugi kierunek, żeby zobaczyć jak to jest, bo przecież nic nie kosztuje. Powinna być możliwość studiowania drugiego kierunku za darmo tylko w sytuacji, jeśli komuś na tym naprawdę zależy (np. właśnie dobre wyniki na obu). Ale na pewno nie z miejsca i z urzędu, dla wszystkich.

To jest Mądre!
  • cytuj

A ja odniosę się do tego ze niby można sobie iść do pracy i na zaoczne. W niektórych kierunkach nie można. Nie ma zaocznej farmacji, medycyny, nie ma wielu kierunków na politechnikach, nie mówiąc jak ograniczone sa specjalizacje. I ze względu na niż będzie cięcie po studiach niestacjonarnych[osoby które by się normalnie nie dostały znajda miejsce na dziennych]. To co ma zrobić taki lekarz który chce dołożyć sobie inż biomedyczna, inżynierie rehabilitacyjna? Prawo do wykształcenia to prawo elementarne, i tak powinno pozostać.

TOP- moze Ty się bawiłeś, ale nie każdy to robi. U mnie zeby miec stypendium rektora trzeba mieć 4.8. Jest to powazne? Zrozumiem 4.0 i drugi kierunek. Ale raz że za tego rzadu nie ma juz stypendiow naukowych od 4.0 jak bylo, to kiedys za srednia 4.91-5.0 bylo 500 zł, teraz 150. Wiekszy prestiż co nie jak Kudrycka mówiła? A dwa że robią właśnie to. Jeśli dawać wymogi- to ciągnięcia 2 kierunku zeby nikt sie nie bawił jak Ty. Nie ciągniesz- płać, to rozumiem. Ale nie to co wyprowadzają.

To jest Mądre!
  • cytuj
Dodaj wypowiedź
lub
powiadomimy Cię o nowych wypowiedziach w tej dyskusji