Liceum - Problem Z Beznadziejną Klasą!
obserwuj
96

Cześć.

Jako że jestem nowy, przedstawiać się szczegółowo nie będę, napiszę tylko, że mam 17 lat. Jestem chłopakiem i uczęszczam do 2 LO, reszty dowiecie się po przeczytaniu historii, ciekawa - polecam i z góry zapraszam do pomocy, rad oraz zachęcam do przeczytania historii DO KOŃCA.

Jak wspomniałem mam 17 lat. Mam problem z rówieśnikami z klasy, bo od początku nie zaaklimatyzowałem się, ale od początku.

W gimnazjum byłem naprawdę szczęsliwym człowiekiem, wspaniałe relacje z kumplami, koleżankami. Uczyłem się w miarę, zawsze średnia była ponad 3,0. Byłem swego rodzaju "liderem klasowym". Ludzie bardzo lubili mnie, mówiłem co chciałem i co myślałem, raczej nie obrażałem nikogo, ale też grzeczny nie byłem

Muszę powiedzieć, że alkoholu nigdy nie piłem w gimnazjum (chyba że piwo czy tam "łyka" od rodziców, wódki smaku nawet nie czułem aż do teraz...), paliłem kiedyś papierosy niecały miesiąc, narkotyków nie biorę i nie brałem. Teraz pewnie pomyślicie, jaki to ja grzeczny chłopczyk byłem, że alkoholu nie piłem i nadal nie piję. Ehh, no tak... tylko że to nie ode mnie zależało. Rodziców mam takich, którzy nie pozwalają mi nawet teraz wziąć łyka wina, ale i tak zawsze biorę, po czym oni mówią: "nie przyzwyczajaj się, 18 lat jeszcze nie masz..." - tak mnie to denerwuje że masakra. Ale nie o tym tutaj.

Trochę wstępu napisałem, teraz żeby nie przedłużać. Po gimnazjum bałem się do jakiej szkoły pójdę, jednak dobrze się uczyłem w miarę, więc trafiłem do lepszego liceum, ale tutaj w mieście miałem dwa do wyboru:

1. Trudno się dostać, potem po dostaniu się ledwo co robisz.

2. Łatwiej się dostać, ale potem trudniej utrzymać - z nauką tam nie ma lekko, gniotą nas do końca.

I ja właśnie jestem w tym drugim liceum, do nr 1 się nie dostałem. Rzecz jasna w moim liceum są raczej w większości "odrzuty", tzn. ludzie tylko pijący, palący i w ogóle nic ich nie obchodzi nauka, przyszłość czy nawet nie wiedzą co znaczy szacunek dla kolegi z klasy czy nauczyciela.

Oczywiście na wstępie wszyscy się jakoś pogrupowali w liceum na początku roku, stworzyli swoje grupy, do których najbardziej pasują. Byli i są ludzie, których się nie lubi, którzy są "liderami klasowymi" tzn. najbardziej zwracają swoją uwagę no i zawsze mają tematy do rozmów ze sobą, każdy ich słucha itd.

Niby idzie z nimi pogadać, ale oni tylko piją i palą , przeklinają - ja też klnę, ale nie piję, nie palę, nie wciągam nic z narkotyków (oni tak), dlatego nie zostałem zaakceptowany i na początku skreślony. Ludzie jakoś się do mnie przestali bardziej odzywać, ale generalnie tylko kilka osób, reszta klasy była w porządku - DO CZASU.

Ogólnie do ludzi nigdy nie wychodziłem, byłem uzależniony od gier komputerowych, co więcej - sam to odkryłem! Próbowałem się zmienić, bez skutku i przez bite 4/5 lat grałem w wiele gier, niektóre internetowe. Dlatego nigdy nie byłem też na większej imprezie z kumplami, kumpli nawet wielu nie mam, dziewczyny też nigdy nie miałem. Jednak mam ambicje, jestem wysoki i jakbym poćwiczył - spokojnie bym miał. No tak, ale motywację skądś trzeba wziąć, a w tym stanie i tą klasą to daleko nie zajadę przez te 1,5 roku, które mi zostało...

Ludzie zaczęli mnie niedługo wyzywać, udawałem że nie słyszę, zawsze patrzyłem się w inną stronę i w ogóle starałem się ich omijać. Potem zrozumiałem, że im więcej ich będę omijać, tym więcej będą mnie wyzywać (tak już jest z moją klasą, tzn. tylko z 3-4 chłopaków, reszta nie wyzywała, ale wiadomo jakim okiem na to patrzą - "śmichy, chichy" itp.). Postanowiłem w szkole po prostu przebywać z nimi trochę, niby stałem z nimi, czasem się pośmiało - nadal tak robię, tylko z nimi stoję itp. ALE po prostu nie mam tematów do rozmów z nimi, tylko stoję praktycznie i o niczym nie gadam. Ot, taki "samotnik", który próbuje się podlizać kumplom z klasy, którzy palą - tak to wygląda.

To naprawdę przytłacza, zawsze na przerwach jestem sam, nie mam z kim i o czym pogadać, nigdy tematów do rozmów nie mam. Ludzie mnie zaczęli obgadywać, śmiać się na stronie (gdzieś obok mnie) no i nie umiem inaczej z nimi być. Psycholog tylko online był jeden, darmowy - ale nic nie pomógł. Rozważałem przeniesienie się do innej szkoły, bardziej cywilizowanej ale zrezygnowałem i pomyślałem, że po prostu zostanę i wytrzymam najdłużej jak się z tą klasą da.

No i jak narazie wytrzymałem, ale ciężko jest naprawdę. Za każdym razem, gdy rano wstaję - po prostu zły humor, bo szkoła jest i koniec. W szkole tylko o nauce gadam, o niczym innym nie umiem, a jak wychodzę z niej to nagle dostaję porządny "oddech", że "Oo! Wreszcie koniec!!" no i tak już jest.

Ludzie, wiele myślałem czy to fobia społeczna, ale po prostu to nie tak. Sami oceńcie, bo powiem tak:

1) gdy idę np. spotkać się z 2-3 kumplami (przykładowo, nie za wielu ich mam... :/ ) to bez problemu, pogadam, pośmieję się, wszystko jest dobrze.

2) gdy mam się spotkać z kilkoma kumplami i wieloma dziewczynami - no to nie jest już tak wesoło, ogólnie ogromne grono mnie nie "podnieca", wolę mniejsze spotkania.

3) zagadać do kogoś na ulicy o godzinę czy coś, do sklepu pogadać itp. - BEZ problemu.

4) A z moją klasą - siedzę cicho jak mysz kościelna, tak się pokazałem i inaczej nie umiem tak otworzyć się na ludzi...

No i widzicie, niby jestem odważny i spokojny, opanowany - ale ta klasa jest chora. Niby to kumpel mi radził, żebym ja się zmienił a nie postrzegał klasę jako bandę "debili" (wybaczcie za przekleństwo ). Jednak ja nie umiem z nimi gadać, każdy mnie teraz postrzega jako dziwaka i w ogóle. Nic nie zrobiłem - tylko stereotypy, bo się nie odzywam lub ktoś rozdał plotę w klasie, że mnie wyzywają tak czy siak no i masz, niewychowane "bydło" zaczęło denerwować. A tym bardziej zmieniłem się - kiedyś w gimnazjum na wolnej, luźnej lekcji sobie pospałem, więcej "poodpierdzielałem" coś z kumplem, pośmiało się itd, a nie lubiłem ciężkich lekcji. Teraz jest z kolei w liceum na odwrót: Wolę ciężkie lekcje niż luźne. Dlaczego? Bo na luźnych nie ma z kim pogadać czy czegoś ekstremalnego zrobić, a na ciężkich przynajmniej nikt się nie odzywa bo się nauczycieli boi i jest spokój.

Głupie też są dla mnie przerwy, niby fajnie - najesz się, załatwisz sprawy fizjologiczne itp. Ale taka przerwa 15-20 minut to dla mnie "męka", z nikim pogadać nie pogadam, no bo tematów do rozmów nie ma, ludzie mnie nie lubią itp. I weź teraz siedź pod klasą czy stój obok całego towarzystwa samemu, do nikogo się nie odzywaj no...

Nie mówili mi wprost że mnie nie lubią czy wyzywają, ale przeczuwałem to i słyszałem wszyściutko, co mnie kiedyś wyzywali. Teraz mniej wyzywają albo wcale, ale fakt faktem - na wekkendy czy imprezy razem to się nie wybieramy. Byłby dla nich jakiś cud, święto gdybym nagle się u nich pojawił - bo nigdy imprezowiczem nie byłem. Rodzice zawsze woleli, jak się uczyłem czy np. siedziałem w domu, a nie imprezował.

Teraz marzę, aby wyrwać się z tej klasy, bandy dzieciaków, a nawet gorzej. Dziecko by tak się nie zachowywało. Wiecie czemu? U nas miała być wzywana już policja za ich karygodne zachowanie, a to śmiecą, a to przeklinają, wyzywają siebie nawzajem. Palą marihuanę i piją (nie w szkole, ale zawsze po szkole lub weekend - bez alkoholu to nie weekend... co za ludzie ).

Psychika mi wysiada, chcę iść na studia dzienne, tam akademik jest itd - wyrwałbym się od rodziców i żył swoim życiem, mógłbym robić co mi się podoba. Uczyłbym się, imprezował, uczęszczał na kursy a w tym dużo znajomości i niezapomniane chwile - jak to pięknie brzmi, prawda? Matko, o tym marzę... Ale jeszcze 1,5 roku męczarni z tą klasą. Dlaczego się nie przepisałem? - A co jak trafię na gorszą klasę i jeszcze gorszych nauczycieli niż mam? (a mam naprawdę dobrych nauczycieli, tylko oni mnie tu trzymają bo dobrze nauczają i na maturę jest bardzo duża zdawalność)

Dlatego jestem naprawdę załamany, depresji nie mam bo psychikę mam cholernie silną - dzięki temu póltorarocznemu przeżyciu z tą klasą zrozumiałem, jak silną psychikę mam, nie ulegam wpływom i nie palę nadal, nie piję itd. Alkohol nic złego, gdy spożywa się raz na jakiś czas, albo ogólnie mało. A nie codziennie jak moi "kumple"...

Jeszcze zapomniałem dodać, że raczej dużo znajomości nie miałem i nie mam, ale rozważałem zapisanie się na jakiś kurs tańca lub sztuki walki, dla siebie i rozwoju fizycznego i psychicznego oraz oczywiście dla umiejętności i znajomości. Co o tym sądzicie?

Dlatego to jest ot cała moja historia. Co byście mi doradzili w tej naprawdę kiepskiej sytuacji?

Na wstępie zakończenia (krótkiego w sumie) chciałem pogratulować tym, którzy szczerze dojechali od początku do samego końca tej historii, bo to dla mnie ważne. Czekam na wnioski i wasze rady, co w tej sytuacji należy zrobić.

W razie pytań czy jakichś wątpliwości proszę pytajcie. :)

Serdecznie pozdrawiam!

To jest Mądre!
  • cytuj

"Podejmij trening polegający na radykalnym obcięciu gier - to one spowodowały, że jesteś samotnikiem - to nie komputery palą fajki i bzykają dziewczyny."

Lololololollol! :D

Ja nie mam czasu grać w gry (niestety, bo to z dawna ulubione zajęcie), nie mam czasu pisać opowiadania, które zaczęłam (a ludzie je śledzą na ff D:), nie mam czasu robić ani skryptu ani grafiki do gry którą robię (a na którą czeka kilka osób, bo uznały zajawkę za fajną), nie mam czasu robić grafik do tych koszulek i przypinek, których projekty leżą mi ciągle na kompie, oraz nie mam czasu się uczyć i czytać wyczepistych książek, które dostałam od mojego nauczyciela historii (oraz innych. Od wieków nie dotykałam się od polskiej fantastyki), a co dopiero spotykać się ze znajomymi spoza szkoły.

Kiedyś biegałam, ale zabrakło mi na to czasu, więc po lekcjach tylko pochrzaniam jeszcze do roboty, a potem spać. Jestem zbyt zmęczona na cokolwiek innego (9 godzin w szkole + 2 latania na szmacie, a w domu upierdliwa matka to nie jest odprężająca dniówka).

I na pewno po moich wymienionych zainteresowaniach możesz z łatwością powiedzieć, że popularną dziewczyną to ja bynajmniej nie jestem. I co z tego, skoro jestem szczęśliwa z moimi internetowymi znajomymi i wyrabiam sobie jakieś imię (a raczej wyrabiałabym sobie, gdybym miała siłę pracować nad moimi projektami)?

Dzięki Bogu za młodszą klasę. Odkąd oni przyszli, mam z kim się szlajać na przerwach i ogólnie z kim gadać.

To jest Mądre!
  • cytuj

Ja powiem tyle, niektórzy traktujecie młodzież która po prostu się bawi jak jakąś TYLKO i wyłącznie gorszą pod względem intelektualnym, jeśli nie teraz w okresie licealnym później w okresie studiów nie zacznie się bawić to kiedy? Rozumiem, że ktoś po prostu nie lubi dużych imprez bo sama nie lubie chodzić tam gdzie jest tłum, ale jak jest jakaś impreza i trochę alkoholu się leje, to przecież nikt nikogo do picia nie zmusza, a skoro Twoi 'ZNAJOMI' śmieją się bo odmawiasz to zmień znajomych, tak jak ktoś napisał, a co to w Twojej szkole jest tylko Twoja klasa?

Nie szufladkujcie ludzi, niektórzy mają czas na imprezy wtedy kiedy na to pora a radzą sobie także z nauką. A poza tym z tymi 18tkami, hm dla większości już to komercja jak wszystko, nawet święta bo kto by się liczył z tradycją. (jeśli ktoś nie zrozumiał, tak tu znajduje się ironia).

  • Cytowano 1 razy
To jest Mądre!
  • cytuj
prostadroga napisał(a):

Ja powiem tyle, niektórzy traktujecie młodzież która po prostu się bawi jak jakąś TYLKO i wyłącznie gorszą pod względem intelektualnym idź do wpisu

Bo w większości tak po prostu jest, że ludzie pijący są p**********i. Nie wszyscy, ale jednak W MOJEJ KLASIE większość. Zmiana środowiska na pewno by pomogła, bo mam znajomego z gimnazjum, który ma znajomych wielu i jest naprawdę spoko człowiekiem.

prostadroga napisał(a):

a skoro Twoi 'ZNAJOMI' śmieją się bo odmawiasz to zmień znajomych idź do wpisu

No jasne, jak mam ich do cholery zmienić, skoro na co dzień muszę się z nimi widzieć w szkole? A ja nie odmawiam alkoholu, bo nawet nigdy z nimi nie piłem, nie byłem na imprezie z nimi ;)

prostadroga napisał(a):

a co to w Twojej szkole jest tylko Twoja klasa? idź do wpisu

No pewnie, dam Ci oskara jak podejdziesz do innej klasy, usiądziesz z nimi i nagle zaczniesz mówić głośno, co to Ci się przydarzyło w sobotę u cioci. :) Naprawdę, ich to nie interesuje, każdy obraca się wśród znajomych, a do obcych nie podchodzą. Tak jest z moją klasą, a w szkole większość jest po prostu towarzyska tylko dla dobrych znajomych.

prostadroga napisał(a):

Nie szufladkujcie ludzi, niektórzy mają czas na imprezy wtedy kiedy na to pora a radzą sobie także z nauką. idź do wpisu

Bo oni nic innego nie robią, tylko jest harmonogram: impreza, nauka, impreza, nauka. I tak ciągle, w kółko. Nie grają na komputerach, nie podróżują ani nic właściwie. Piątek to dzień tylko do napicia się, zawsze mówią "ale się dzisiaj zaje***"...

prostadroga napisał(a):

A poza tym z tymi 18tkami, hm dla większości już to komercja jak wszystko, nawet święta bo kto by się liczył z tradycją. idź do wpisu

Po prostu ludzie ZAWSZE znajdą pretekst, żeby się napić. A to urodziny, imieniny albo inne imprezy, jak 18-nastki, studniówki itp.

To jest Mądre!
  • cytuj

Tylko udowodniłeś, że jesteś ograniczony i szufladkujesz ludzi tak jakbyś Ty był idealny.

Nie każdy widzi w imprezie tylko wóde, i nie każdy ma taki harmonogram o jakim Ty wspomniałeś.

Tak tak narzekaj na wszystkich wytykaj im błędy i narzekaj że nie masz znajomych, dziękuje pozdrawiam.

  • Cytowano 1 razy
To jest Mądre!
  • cytuj
prostadroga napisał(a):

Tylko udowodniłeś, że jesteś ograniczony idź do wpisu

Ograniczyć to ja Ci (za przeproszeniem) mogę sprawność ruchową... No bez przesady, wjeżdżasz na mnie, jakbym to ja był jakimś kosmitą nie z tego świata. A Ty to ideałem jesteś?

prostadroga napisał(a):

szufladkujesz ludzi tak jakbyś Ty był idealny. idź do wpisu

Ale nie jestem idealny i się za takiego nie uważam. Po prostu nie piję, nie palę, nie chodzę na imprezy - dlatego jestem dyskryminowany wśród innych. Poza tym nie potrafię gadać o głupotach, jak np. kolor paznokci, ostatnie wydarzenia itd. NIE POTRAFIĘ, bo mam blokadę, że zaraz ludzie mnie wyśmieją itp. Ja w gimnazjum byłem inny, tutaj jestem zupełnie inny - a ciekawe co będzie na studiach...

prostadroga napisał(a):

Tak tak narzekaj na wszystkich wytykaj im błędy i narzekaj że nie masz znajomych, dziękuje pozdrawiam. idź do wpisu

No a co mam się cieszyć, że jestem wśród innych nieszanowany i nie mam znajomych? Przecież to chyba moja wada, a nie zaleta że nie potrafię z ludźmi gadać. A ostatnio nawet z dobrze znanym mi kolegą nie umiałem o niczym pogadać - kiedyś o wszystkim bez skrępowania, a dziś nie umiem znaleźć tematu. Po prostu nie wiem, co w danym momencie powiedzieć, o co się zapytać. O czym po prostu pogadać, żeby było miło i żeby tak zainteresować ludzi, żeby CHCIELI ze mną gadać następnymi razami.

No ale tak nie umiem. A i oczywiście tutaj:

prostadroga napisał(a):

Nie każdy widzi w imprezie tylko wóde, i nie każdy ma taki harmonogram o jakim Ty wspomniałeś. idź do wpisu

W mojej klasie każdy :) Mam na to poważne dowody, ciągle o tym w szkole mówią - nawet po cichu sobie pewne osoby mówiły, ale ja oczywiście słyszałem wszystko - słuch już mam wyczulony w tej klasie (od wyzwisk z początku liceum...). Nie ma osoby, która nie ruszyła alkoholu, nie ma takiej osoby w mojej klasie.

Nadal twierdzisz, że to ja jestem ograniczony itp.? Zaczynam niedługo sztuki walki może, postaram się iść na siłownię, mam kilku kumpli z gimnazjum. Nie jest źle, ale z tą klasą to ja nie potrafię rozmawiać...

Pzdr.

To jest Mądre!
  • cytuj

Dobra wiem jacy ludzie potrafią być ale denerwuje mnie myślenie że jak ktoś raz na jakiś czas idzie na imprezę żeby się oderwać od szkoły tej rutyny to jest posądzany o to, że jest idiotą który tylko chleje i jest tylko w to zapatrzony.

W takim cieszę się, że idziesz na te sztuki walki, życze Ci żebyś odnalazł tam ludzi podobnych do siebie.

To jest Mądre!
  • cytuj

Ale wiedz, że nie wszystkich tak posądzam (że jest chlejącym idiotą). Bo tak nie jest, po prostu większość ludzi takich jest, ale nie wszyscy. Jednak większość, a znam ich wystarczająco dobrze...

A za życzenia serdecznie dziękuję ;)

Pozdrawiam ;)

To jest Mądre!
  • cytuj

Ja również nie potrafię się zaaklimatyzować. Przez pewien czas próbowałam być sobą, lecz było to średnim rozwiązaniem, bo nikt nie zwracał na mnie uwagi. Postanowiłam, iż znajdę kogoś kto jest samotniejszy ode mnie :). Powolutku zaczęła formować się grupka odrzutów razem ze mną i moimi znajomymi. Teraz jest lepiej, bo inne grupy zaczęły zwracać na nas uwagę. Jak nie masz takich osób obok siebie, to chrzań. Bierz książkę i czytaj, grę, komórkę, smsy cokolwiek. Sprawiaj wrażenie człowieka, który wybrał samotność :). Może dzięki temu oda Ci się znaleźć dziewczynę. Trzymam kciuki.

  • Cytowano 1 razy
To jest Mądre!
  • cytuj

Tylko udowodniłeś, że jesteś ograniczony i szufladkujesz ludzi tak jakbyś Ty był idealny.

Nie każdy widzi w imprezie tylko wóde, i nie każdy ma taki harmonogram o jakim Ty wspomniałeś.

Tak tak narzekaj na wszystkich wytykaj im błędy i narzekaj że nie masz znajomych, dziękuje pozdrawiam.

---

Przeczytaj wypowiedź na <a href=''>maysay.com</a></p>

Podpinam się pod tą wypowiedź. Chętnie pocytowałbym wcześniejsze gwiazdki, ale nie mam konta na maysay (z starego pogadaj piszę) i wszystkich widzę jako 'Gość', nie mniej...

Narzekacie, że ta 'elita' uważa się za 'lepszych', a mimowolnie to Wy (niektórzy tu się wypowiadający, poniekąd razem z autorem) uważacie się za lepszych od tej zgrai 'ograniczonych tępaków bez perspektyw'. Dziwisz się jak Twój kumpel może z kobietami tak swobodnie gadać, o czym... On się nie zamykał w sobie, nie siedział w domu, a rozmawiał, trenował i teraz ma tego efekty, ale nie, lepiej przypuszczać, że to zasługa tego, że ma zespół ;)

Kolejna perełka 'to nie my jesteśmy nienormalni, tylko środowisko' hahahahahahah Normalnie zdanie tematu ;d Kolejna próba usprawiedliwienia swojego ograniczenia i poniekąd ułomności (jak ktoś rozmawiać nie potrafi, to to już jest chyba ułomność). W ogóle tak często wspominacie, jacy to nie jesteście inteligentni, a skoro ani nie umiecie zachęcić rozmówcy do swoich zainteresowań, ani dostosować poziomu rozmowy do rozmówcy (są ludzie, których się lubi, ale rozmawia się z nimi na nieco innym poziomie, nie, wcale mnie nie biją i nie próbuję się w ten sposób ratować ;< co ciekawe na ogół to jest płeć piękna... ;d> ), to chyba ktoś ma za wysokie mniemanie o sobie ;)

Odmienności... Tu się muszę zgodzić, zostałem wychowany w duchu 'facet to ma być facet' i nie trawię emo, rurek i słit różowych koszuleczek u facetów, tak samo jak chodzą na solaria, malują się, tuneli w uszach i innego badziewia. Metala na biedę przełknę, bo w końcu ma swoją pasję, jedni jeżdżą na mecze, inni na koncerty. Nie mniej osobiście jestem w 100% za przywróceniem obowiązkowej służby wojskowej i cieszę się, że w Polsce nie ma aż tyle mniejszości narodowych (puki co...).

Ktoś wspomniał o pojedynku na inteligencję - dajesz słodziaku, chętnie przyjmę wyzwanie ;) Jak pisałem we wcześniejszych postach nic nie stoi na przestrodze, żeby ostatnie 3 dni tygodnia imprezować i mimo to wiele w życiu osiągnąć, mieć dobre oceny, pasję, a zarazem być szczęśliwym. A wręcz przeciwnie - na imprezach (nie licząc dyskotek, bo tam to już różnie bywało) mało kiedy spotykałem ludzi nieinteligentnych, czy nieciekawych. Ale Wy nie za bardzo to zrozumiecie, bo po co chodzić na imprezy, do plebsu, co to tylko pije, pali i dupczy się po kątach, bez przyszłości (spośród ludzi, których znam z imprez/barów większość to pracownicy umysłowi, kierownicy, mniejszość to fizyczni, ale za to za dobrą stawkę).

Inna wypowiedź 'dlaczego piją i ćpają'. Czy żeby pić to trzeba mieć powód (w sensie problemy do zapicia)? Dużo ludzi to lubi, ja też lubię i tak jak dla niektórych zarwanie nocy na wowie jest czymś normalnym, tak dla mnie jest normalne wyjście w piątek z kumplami na lotki/pokerka, a w sobotę gdzieś do klubu, czy większą imprezę. Nam takie życie odpowiada. I jest jedna, zasadnicza różnica - my nie narzekamy, jaki to świat jest okrutny, jacy to jesteśmy nieszczęśliwi, że nie da się z ludźmi rozmawiać i w ogóle jest tragicznie. Następna niespodzianka - na 10 ludzi z mojej całkiem najbliższej paczki 6 z nich w całym poście nie zrobiło ani łyczka alkoholu, takie o postanowienie. Jakoś nie czuli się specjalnie odrzuceni i dalej bywali z nami na imprezach.

Zwalanie ocen na wymagania, jeszcze śmieszniejsze podejście. W moim technikum zdawalność technika budownictwa nie spada poniżej 95%, matury tak samo i w dalszym ciągu 3 to jest tylko 3, odpowiednie dla byle przeciętniaka. Btw orientuje się ktoś jak to jest z stypendiami dla maturzystów? Bo właśnie na olimpiadę ogólnopolską jadę (z zakresu budownictwa, jakieś projekty, technologie, prawo budowlane, konstrukcje, instalacje i wszystko jak leci) i jak się uda, to poza technikiem i indeksem bd miał 6 z wszystkich zawodowych i koło 5.0 bd miał średnią ;)

'Bo w większości tak po prostu jest, że ludzie pijący są popierdoleni.' Z mojej perspektywy to właśnie takie odludki, no-life-y i dzieciaki całymi dniami użalający się nad sobą, jak to pod górkę nie mają są dziwni, nie da się z nimi gadać, choćbyś nie wiem jak się starał, nie umieją się zachować w towarzystwie, tańczyć, ba, nawet pogadać na inny temat niż szkoła, 2-3 gry i bardzo wąskie zainteresowanie (my przy piciu gadamy o wszystkim, a kobiety i imprezy to jest najmniejszy % tych tematów).

Swoją drogą coś długo się wybierasz na tą siłownię i sztuki walki, normalny człowiek skoro sobie coś postanowi, to w przeciągu tygodnia już to realizuje, jak mu nie spasuje to szuka czegoś innego, jak się spodoba, to zostaje.

  • Cytowano 1 razy
To jest Mądre!
  • cytuj
Messalia napisał(a):

Sprawiaj wrażenie człowieka, który wybrał samotność :). Może dzięki temu oda Ci się znaleźć dziewczynę. idź do wpisu

Ciekawe to jest, bo u mnie dziewczyny (zresztą pewnie jak wszędzie) wybierają tych wulgarnych, dokuczających innym i nieuczących się gości, którzy nic sobą nie reprezentują...

19Patys48 napisał(a):

On się nie zamykał w sobie, nie siedział w domu, a rozmawiał, trenował i teraz ma tego efekty, ale nie, lepiej przypuszczać, że to zasługa tego, że ma zespół ;) idź do wpisu

Bo tak jest, to zasługa zespołu, ALE NIE TYLKO! Słuchaj, wiadome jest, że chłopak ma zespół, więc jest rozpoznawalny i generalnie lubiany przez innych. Dziewczyn też miał sporo, a co za tym idzie, często spotyka się z nimi na przerwach. A kiedyś właśnie byłem świadkiem sytuacji, że on gadał z kilkoma dziewczynami, one odeszły i po chwili przyszła następna jakaś - a "koleżanki" z klasy, których nie lubię, od razu mówią: "ooo ale on casanova, ile ma dziewczyn, jakie powodzenie..., przystojniacha"... Jprdl, przecież to idzie się pociąć, słysząc takie tępe dziewczynki, które praktycznie chodzą za kimś tylko ze względu na jego pieniądze, zespół oraz na to, że jest jakimś tam "casanovą"...

19Patys48 napisał(a):

Kolejna perełka 'to nie my jesteśmy nienormalni, tylko środowisko' hahahahahahah Normalnie zdanie tematu ;d Kolejna próba usprawiedliwienia swojego ograniczenia i poniekąd ułomności (jak ktoś rozmawiać nie potrafi, to to już jest chyba ułomność). idź do wpisu

Aaaaha, czyli mam rozumieć, że wyśmiewasz się ze wszystkich osób (niekoniecznie mnie) dotkniętych np. fobią społeczną, osobowością unikającą czy lękiem społecznym? Teraz wiem, czemu się tak wymądrzasz :) PS (podkreślony tekst) Ograniczyć to Ci mogę sprawność ruchową jeśli wykazujesz taką chęć.

19Patys48 napisał(a):

puki co... idź do wpisu

Póki co...

19Patys48 napisał(a):

Dużo ludzi to lubi, ja też lubię i tak jak dla niektórych zarwanie nocy na wowie jest czymś normalnym, tak dla mnie jest normalne wyjście w piątek z kumplami na lotki/pokerka, a w sobotę gdzieś do klubu, czy większą imprezę. idź do wpisu

Aha, czyli lubisz ćpać oraz co tydzień chodzić pijanym? Nie mówię tu o lekkim napiciu się alkoholu, bo tak to każdy przecież może - ale "koledzy" szanowni z klasy nie piją mało, tylko od razu litrami :) Więc widzisz, a nie gram na żadnym wowie ani niczym innym, po prostu nie wychodzę, bo ludzie z klasy i niektórzy z osiedla tak mi wbudowali przekonanie o ludziach, jeszcze to co czytam na internecie i w ogóle - to wszystko przewija się wokół alkoholu i zepsutej młodzieży. Nie są to wszyscy, ale rzadko trafić jest na osobę w miarę "przyzwoitą".

19Patys48 napisał(a):

Następna niespodzianka - na 10 ludzi z mojej całkiem najbliższej paczki 6 z nich w całym poście nie zrobiło ani łyczka alkoholu, takie o postanowienie. Jakoś nie czuli się specjalnie odrzuceni i dalej bywali z nami na imprezach. idź do wpisu

Bo umieją z ludźmi gadać, a jak trafisz na ludzi, jak ja - z którymi nie da się pogadać, bo zaraz widzę dziwne spojrzenia, śmiechy i obgadywanie. A to nie jest miłe, nigdy się nie spotkałeś z sytuacją, żeby przez prawie 2 lata słuchać ile alkoholu nie wypili, jak się nie zarąbali, do tego nie gadać prawie z nikim (chodzi o te spojrzenia, nie słuchali mnie itp.) i słuchać, jak wyzywają i obgadują. Nie zwracam uwagi uwierz, ale to nie jest proste, mimo "wytrwałego" charakteru, bez którego pewnie bym tam dawno zginął.

19Patys48 napisał(a):

Z mojej perspektywy to właśnie takie odludki, no-life-y i dzieciaki całymi dniami użalający się nad sobą, jak to pod górkę nie mają są dziwni, nie da się z nimi gadać, choćbyś nie wiem jak się starał, nie umieją się zachować w towarzystwie, tańczyć, ba, nawet pogadać na inny temat niż szkoła, 2-3 gry i bardzo wąskie zainteresowanie idź do wpisu

Kolego, sprawiam wrażenie no-life'a, odludka, dzieciaka. A wiesz dlaczego? Dlatego, że nikt mnie nie zapyta nawet o zdanie, a jak wplotę swoje, to nikt nie słucha, każdy zaraz obgaduje, wyśmiewa na boku. Moje zdanie mało się liczy. A Ty myślisz, że ja nie próbowałem rozmawiać z ludźmi...? Przy kpinach z mojej osoby to nie takie proste, a jestem dobrym słuchaczem, zadaję pytania, sam coś opowiadam, ale ludzie są do mnie uprzedzeni - bo przecież kto będzie słuchał nielubianego gościa...? Nikt, bo przecież kto by chciał zepsuć sobie opinię i zdanie o sobie w szkole, nie? :) A w towarzystwie czy nie umiem się zachować? No u nich to raczej pojęcie względne, bo nigdy mnie na imprezie nie widzieli, więc nie wiedzą. A jak stoimy przy klasie w grupce, to mimo wszystko uśmiecham się i staram coś powiedzieć, ale nie umiem gadać o głupotach... Potańczyć to potańczę bez problemu, po prostu na imprezach rzadko bywam i ludzie mnie nie znają, nie chcą mnie bliżej poznać. Bo po co, jakiegoś "odludka", nie...?

A o grach nie rozmawiam, bo to ludzie z klasy (bodaj 4-5 chłopaków) ciągle grają w gry internetowe, które na nic im się nie przydadzą... Wiem coś o tym, bo sam kiedyś grałem, ale skończyłem. Więc co, nadal jestem dzieciakiem, czy po prostu wyśmiewasz się ze mnie i innych ludzi, którzy po prostu nie mają we krwi cech typowych dla "duszy towarzystwa" i się zamykają przed innymi?

19Patys48 napisał(a):

Swoją drogą coś długo się wybierasz na tą siłownię i sztuki walki, normalny człowiek skoro sobie coś postanowi, to w przeciągu tygodnia już to realizuje, jak mu nie spasuje to szuka czegoś innego, jak się spodoba, to zostaje. idź do wpisu

Czyli jestem nienormalny?

Kolego, ja mam teraz szkołę, w której muszę poprawić sporo rzeczy, do tego dochodzi klasa i wiele innych rzeczy. Ludzie mają problemy, to nie myślą o rzeczach na pozór błahych... A na sztuki walki czy siłownię spokojnie, mam czas - wybiorę się. Nawet przed wakacjami zdążę.

Oczywiście zapraszam nadal do wypowiedzi, chciałem też wspomnieć, że po świętach przyszedłem do szkoły i również mało z kim rozmawiam, bo nikogo nie interesuje to, co mam do powiedzenia. A nawet wiecie co? Kiedyś (a nawet ostatnio) usiadłem na innym miejscu, niż do tej pory (do tej pory 1. ławka, bo mnie z miejsca na początku roku "wyrąbali", a że każdy zajął sobie miejsce, to została pierwsza ławka...). Po prostu zająłem ostatnie miejsce, gdzie kiedyś mnie wywalili właśnie z miejsca, czekając przed 1. lekcją na nauczycielkę i innych ludzi, bo mało z początku było. Przyszła ta, której zająłem miejsce, to powiedziała "ja tu siedzę" - powiedziałem "ok". Poszedłem ławkę dalej, chociaż na chwilę, oczywiście ludzie gadali ze sobą, a ja nie, ludzie zresztą wiadome... pisałem wyżej, kpiliby ze mnie i moich wypowiedzi. A oczywiście potem koleżanka przyszła z ławki dalej, nie schodziłem, a ona z tekstem "ej, a co ty tu robisz, weź stąd wyjdź, ja tu siedzę! no dalej!". A potem mówiła któraś, żeby ta co na mnie mówiła dosiadła się do mnie, na co ona "nie będę z nim siedzieć, niech stąd wyjdzie, to jest moje miejsce!"... Miałem wstać i albo ją zgasić, albo myślałem, że wyjdę z klasy lub ją uderzę... Ale "damskim bokserem" nie jestem, nie jestem dobry z ciętego języka, więc poszedłem do 1. ławki - oczywiście od tamtej pory m.in. ludzie mnie zaczęli znowu wyzywać (jak był spokój, tak znowu się zaczęło), obgadywać itp.

W tej sytuacji jedynie jedna koleżanka się odezwała, że "a co w nim takiego, no usiądź z nim, co z nim nie tak?", jedynie ona broniła mnie lekko słowami, a takto nic, praktycznie zero no i widać jaką mam opinię itp. :)

I co, nadal to ja jestem dzieciakiem itp.? Nadal tak uważacie? Przecież co ja takiego zrobiłem komukolwiek, że ludzie mnie obgadują, śmieją się i wyzywają, nie chcą siedzieć itp.?

Tylko dlatego, że się nie odzywam zbytnio i mało z kim rozmawiam? Że mam złą opinię? Że ludzie mnie wyzywają i mną "pomiatają"? (Słownie oczywiście, nikt mnie nie bije rzecz jasna) Jestem wysoki, w miarę dobrze się uczę, ale nie rozmawiam z ludźmi. Generalnie gadałbym z ludźmi, gdyby mnie też pytali (Bez Podtekstów i Głupich Uśmieszków) jak spędziłem ten czy tamten dzień, a może by mnie zaprosili gdzieś, oddali lekko inicjatywę, żebym to ja coś zrobił? Ale widzę, że nic, ludzie są po prostu dziwni, bo innych (tych sprawiających ludzi gorszych, chociaż taki nie jestem i się za gorszego nie uważam) traktują jak jakichś śmieci?

Bez przesady... To wszystko, teraz można się wypowiadać.

Pzdr.

To jest Mądre!
  • cytuj
Dodaj wypowiedź
lub
powiadomimy Cię o nowych wypowiedziach w tej dyskusji